ROZDZIAŁ 3-PIERWSZA LEKCJA, JAK ZOSTAĆ GENINEM!
Jak to w południe zazwyczaj bywa, słońce wisiało wysoko na
niebie w pełnej okazałości. Ame
siedziała pod drzewem ze skrzyżowanymi nogami słuchając tego co mówił Kakashi.
Zdaje się, ze pierwszy trening będzie czysto teoretyczny- pomyślała dziewczyna-
siedzieli tu już dwie godziny a on tylko mówił i mówił. Jednak nawet to
mówienie nie zmusiło go do zamknięcia ulubionej książki. Srebrnowłosy stał pod
niedalekim drzewem oparty o konar, jedna
dłoń schowana była w kieszeń, drugą trzymał lekturę i wpatrzony w nią-
opowiadał.
- Jesteś kunoichi- czyli kobietą-ninja- powiedział Kakashi gdy tylko przybyli na polanę na której ten zazwyczaj trenował z drużyną 7.- shinobi są wojownikami potrafiącymi manipulować czakrą- energią fizyczną i duchową, która jest silnie powiązana z żywiołami, i tworzyć za jej pomocą jutsu. Są to techniki wywoływane poprzez pieczęcie. Mamy trzy rodzaje jutsu- ninjitsu- są to techniki ninja, taijutsu- są to techniki ciała oparte na sztukach walki oraz genjutsu- techniki iluzji i manipulacji czakrą przeciwnika. Nadążasz?- Kakashi przerwał na chwilę swój monolog widząc zagubiony wzrok dziewczyny.
-Ta-tak- powiedziała niepewnie, choć właściwie nie była to prawda. Zgubiła się gdzieś na jutsu, odpłynęła przytłoczona nadmiarem informacji. Nie chciała się jednak do tego przyznać.
-Wróćmy w takim razie do czakry- powiedział Kakashi- każdy rodzi się z czakrą, która przepływa przez ciało specjalnym układem krążenia. Ninja nauczyli się tą mocą manipulować, wydobywać i zwiększać jej ilość. Ty też się tego nauczysz- powiedział- i zaczniemy teraz.
Zrozumienie istoty tego co kazał jej robić nauczyciel nie było łatwe. Gdy nigdy nie miało się do czynienia z czymś takim- prócz przypadkowych zdarzeń, niekontrolowanych i wywołujących traumę w jej życiu- to gdy ktoś mówi by się skupić, myśleć o tym i po prostu to uwolnić to wydaje się to być z jednej strony bardzo łatwe, a z drugiej niedorzeczne i niemożliwe. Siedziała w pozie medytacji nie opierając już pleców o drzewo, z zamkniętymi oczami i myślała, wyobrażała sobie jak jej czakra przepływa. Ale nic się nie działo, a on zdawał się nie zwracać na nią uwagi zapatrzony w książkę, co ją bardzo irytowało. Marzyła o jakiejś wskazówce, czymś co jej pomoże. Przypomniała sobie jak w dzieciństwie zdenerwowana żartami na temat jej włosów uderzyła pewnego chłopaka ze szkoły. Nie był to jednak zwykły cios. Nie miała pojęcia jak to zrobiła, po prostu się stało. Uderzyła go otwarta dłonią w pierś i w momencie zetknięcia się jej reki z ciałem kolegi jej dłoń zaświeciła się lekkim, błękitnym światłem. Chłopak padł na ziemię i stracił na chwile przytomność, gdy ją odzyskał zakaszlał i wypluł krew na chodnik. Jak zwykle to ona oberwała, nazwano ją potworem, kolejny raz. Nikt nie zwrócił uwagi, ze nie ona zaczęła, ze tylko się broniła.
Te myśli ją rozproszyły, musi się bardziej skupić.
Kątem oka obserwował jak się męczy, grymas zdenerwowania na jej twarzy był wręcz zabawny. Zero cierpliwości. Dzieci z ukrytych wiosek rosną ze świadomością kim są i kim zostaną, ze świadomością mocy jaka w nich drzemie. Wszystkie, co do jednego przygotowywane są do ciągłego doskonalenia, poznawania technik rodowych oraz innych- nowych. On sam poznał ponad tysiąc technik, dzięki prezentowi od jego umierającego przyjaciela- sharinganowi- oku objawiającym się jedynie w klanie Uchicha. Dzięki temu oku potrafi kopiować każdą technikę, którą użyje przeciwnik. Ale to był przywilej, dla innych poznawanie i nauka technik, pieczęci to żmudna i ciężka praca. Dla osoby, która nie miała pojęcia o swoich możliwościach nauka wszystkiego od podstaw, w tak późnym wieku, to wyjątkowo trudny orzech do zgryzienia. Miał wrażenie przez chwilę, ze jej dłoń się zaświeciła, dziewczyna nie była raczej tego świadoma. To było jak ułamek chwili, krótko i słabo, ale było.
Ponownie wyobraziła sobie układ przepływu czakry, widziała jak niebieskie światło płynie przewodami, jak zbliża się do punktów z których ma szansę wydostania się na zewnątrz i wtedy to poczuła. Nie tylko zobaczyła oczami wyobraźni przepływ czakry ale tez poczuła jak plynie i jak wydostaje się wszystkimi punktami ujścia czakry na jej ciele. Otworzyła oczy, wszystko wokół niej jakby falowało, czuła moc która przepełniała ją całą. Kakashi patrzył na nią z zaciekawieniem, dłoń z książką opadła.
-Brawo- powiedział Kakashi- nawet dość szybko ci się udało. Ale to jeszcze nie koniec.- dodał i rzucił w jej stronę piłeczkę wypełnioną wodą i powiedział- weź ją w rękę i skup się na przepuszczaniu przez nią czakry. Musisz wypuścić czakrę dłonią i przepuścić przez piłeczkę równomiernie, tak by pękła. Gdy to powiedział wskoczył na drzewo i usiadł na gałęzi opierając się o konar i pogrążył w lekturze.
Ame przyjrzała się piłeczce, była całkiem twarda, a gdy ją się potrzęsło słychać było chlupot wody. Położyła ją sobie na dłoni i starała się skupić. Wcześniej udało jej się osiągnąć cel, ale czakra uciekała wszystkimi otworami, teraz chciała skierować ją do odpowiedniego, tego na dłoni na której leżała piłeczka. Czekała na nią ciężka praca.
Udało się dopiero trzeciego dnia, ale Kakashi zdawał się nie być zaskoczony tak długim trwaniem próby.
-Teraz umiesz wyzwalać czakrę całkowicie świadomie, dzięki temu będziesz mogła nauczyć się technik. Ale jeszcze nie czas na to. Na razie chcę być ćwiczyła z piłeczką by doskonalić umiejętność a na treningach zajmiemy się tajijutsu. Proszę- powiedział podając jej parę shurikenów i kunai- porzucaj do tamtych słupów. Musisz nauczyć się rzucać jak najcelniej, to podstawy.
-Dobrze sensei- powiedziała Ame. Widząc jak Kakashi się oddala zapytała- nie zostaniesz sensei?
-Poradzisz sobie- powiedział i zniknął.
Ame usiadła na trawie i obięła rękoma kolana. Narzędzia dane jej przez Kakashiego leżały obok, zerkała na nie niepewnie. W końcu wstała, wzięła w ręce shurikeny, wycelowała jednym i rzuciła, ale ten przeleciał obok słupa chybiając o jakieś dziesięć centymetrów i utkwił w niedalekim drzewie. Również kolejne shurikeny i kunai chybiały celu jeden za drugim coraz bardziej irytując Ame. Przez godzinę rzucała tylko i podchodziła do drzew i krzaków zbierać swoje zguby by rzucać dalej. Gdy pierwszy kunai utkwił w słupie aż podskoczyła z radości…mimo, że zabrakło milimetrów by znów chybiła i mimo ,że nie był to słup w który celowała.
-Dobry początek- powiedziała do siebie i ponowiła wysiłki.
Z biegiem godzin i dni rzucała coraz lepiej, coraz więcej shurikenów trafiało do celu, a nawet konkretnie w punkty w które chciała, także ćwiczenie panowania nad czakrą przynosiło coraz lepsze efekty. Sensei wprowadził jej także naukę walki wręcz, nie był to jednak dla Ame większy problem- już w Osace uczęszczała na różne zajęcia sztuk walki, często biła się z innymi starając się bronić przed złośliwymi atakami. Ame była szczęśliwa i zadowolona z siebie, choć nie wiedziała czy jej postępy są szybkie czy jednak zbyt wolne. Kakashi zdawał się tym nie interesować, dawał jej tylko co nowsze zadania nie chwaląc ani nie ganiąc. Jego brak zaangażowania bardzo Ame denerwował. Zachowuje się jakby był tu za karę- pomyślała- czy uczenie mnie jest aż tak uciążliwe?
Ame siedziała na łóżku w swoim pokoju i przez ono obserwowała gwiazdy. Minęło już sześć tygodni odkat pierwszy raz postawiła nogę w Konosze oraz sześć tygodni trudnych treningów z jej senseiem. Dziewczyna przewracała w dłoniach pewien przedmiot, niebieską opaskę z metalową płytką wyrytym na niej symbolem Konohy. Tak, tego dnia Ame została Geninem. Od dwóch tygodni ćwiczyła technikę, która miała być jak się okazało jej egzaminem. Bunshin no jutsu- klon cienia. Jakże zabawne były jej pierwsze przygody z tą techniką. Choć do perfekcji opanowała kontrolę nad czakrą i rozsadzanie za jej pomocą piłeczki to wykonanie konkretnej pieczęci nie było już takie łatwe. Udało jej się dopiero kolejnego dnia, jeśli można nazwać ”udaniem się” wyprodukowanie swojej bladej, niższej kopii, wyglądającej jak człowiek chory na zakaźną chorobę, która w ostateczności pękła w jednym miejscu i zeszło z niej powietrze jak z balona. Jednak zbiegiem czasu było coraz lepiej, po paru dniach udało jej się wykonać idealnego klona samej siebie, potem dwa a na końcu nawet cztery, choć na samym egzaminie wymogiem były trzy. Nie wiedziała skąd u niej takie umiejętności, nigdy nie miała wiary w siebie, była jednak szczęśliwa, ze coś jej się udaje i że żyje w miejscu gdzie nikt nie traktuje jej jak dziwaka. Kakashi sensei nie było na jej egzaminie, wyruszył na misję dwa dni przed nim, bardzo chciała mu sie pochwalić, choć wydawało jej się, zapewne nawet nie odwróci wzroku od „Icha icha paradise”. Przyjrzała się swojemu ochraniaczowi, na jej twarzy wykwitł uśmiech. Była geninem, była ninja, Konoha była od tej pory jej pełnoprawnym domem.
- Jesteś kunoichi- czyli kobietą-ninja- powiedział Kakashi gdy tylko przybyli na polanę na której ten zazwyczaj trenował z drużyną 7.- shinobi są wojownikami potrafiącymi manipulować czakrą- energią fizyczną i duchową, która jest silnie powiązana z żywiołami, i tworzyć za jej pomocą jutsu. Są to techniki wywoływane poprzez pieczęcie. Mamy trzy rodzaje jutsu- ninjitsu- są to techniki ninja, taijutsu- są to techniki ciała oparte na sztukach walki oraz genjutsu- techniki iluzji i manipulacji czakrą przeciwnika. Nadążasz?- Kakashi przerwał na chwilę swój monolog widząc zagubiony wzrok dziewczyny.
-Ta-tak- powiedziała niepewnie, choć właściwie nie była to prawda. Zgubiła się gdzieś na jutsu, odpłynęła przytłoczona nadmiarem informacji. Nie chciała się jednak do tego przyznać.
-Wróćmy w takim razie do czakry- powiedział Kakashi- każdy rodzi się z czakrą, która przepływa przez ciało specjalnym układem krążenia. Ninja nauczyli się tą mocą manipulować, wydobywać i zwiększać jej ilość. Ty też się tego nauczysz- powiedział- i zaczniemy teraz.
Zrozumienie istoty tego co kazał jej robić nauczyciel nie było łatwe. Gdy nigdy nie miało się do czynienia z czymś takim- prócz przypadkowych zdarzeń, niekontrolowanych i wywołujących traumę w jej życiu- to gdy ktoś mówi by się skupić, myśleć o tym i po prostu to uwolnić to wydaje się to być z jednej strony bardzo łatwe, a z drugiej niedorzeczne i niemożliwe. Siedziała w pozie medytacji nie opierając już pleców o drzewo, z zamkniętymi oczami i myślała, wyobrażała sobie jak jej czakra przepływa. Ale nic się nie działo, a on zdawał się nie zwracać na nią uwagi zapatrzony w książkę, co ją bardzo irytowało. Marzyła o jakiejś wskazówce, czymś co jej pomoże. Przypomniała sobie jak w dzieciństwie zdenerwowana żartami na temat jej włosów uderzyła pewnego chłopaka ze szkoły. Nie był to jednak zwykły cios. Nie miała pojęcia jak to zrobiła, po prostu się stało. Uderzyła go otwarta dłonią w pierś i w momencie zetknięcia się jej reki z ciałem kolegi jej dłoń zaświeciła się lekkim, błękitnym światłem. Chłopak padł na ziemię i stracił na chwile przytomność, gdy ją odzyskał zakaszlał i wypluł krew na chodnik. Jak zwykle to ona oberwała, nazwano ją potworem, kolejny raz. Nikt nie zwrócił uwagi, ze nie ona zaczęła, ze tylko się broniła.
Te myśli ją rozproszyły, musi się bardziej skupić.
Kątem oka obserwował jak się męczy, grymas zdenerwowania na jej twarzy był wręcz zabawny. Zero cierpliwości. Dzieci z ukrytych wiosek rosną ze świadomością kim są i kim zostaną, ze świadomością mocy jaka w nich drzemie. Wszystkie, co do jednego przygotowywane są do ciągłego doskonalenia, poznawania technik rodowych oraz innych- nowych. On sam poznał ponad tysiąc technik, dzięki prezentowi od jego umierającego przyjaciela- sharinganowi- oku objawiającym się jedynie w klanie Uchicha. Dzięki temu oku potrafi kopiować każdą technikę, którą użyje przeciwnik. Ale to był przywilej, dla innych poznawanie i nauka technik, pieczęci to żmudna i ciężka praca. Dla osoby, która nie miała pojęcia o swoich możliwościach nauka wszystkiego od podstaw, w tak późnym wieku, to wyjątkowo trudny orzech do zgryzienia. Miał wrażenie przez chwilę, ze jej dłoń się zaświeciła, dziewczyna nie była raczej tego świadoma. To było jak ułamek chwili, krótko i słabo, ale było.
Ponownie wyobraziła sobie układ przepływu czakry, widziała jak niebieskie światło płynie przewodami, jak zbliża się do punktów z których ma szansę wydostania się na zewnątrz i wtedy to poczuła. Nie tylko zobaczyła oczami wyobraźni przepływ czakry ale tez poczuła jak plynie i jak wydostaje się wszystkimi punktami ujścia czakry na jej ciele. Otworzyła oczy, wszystko wokół niej jakby falowało, czuła moc która przepełniała ją całą. Kakashi patrzył na nią z zaciekawieniem, dłoń z książką opadła.
-Brawo- powiedział Kakashi- nawet dość szybko ci się udało. Ale to jeszcze nie koniec.- dodał i rzucił w jej stronę piłeczkę wypełnioną wodą i powiedział- weź ją w rękę i skup się na przepuszczaniu przez nią czakry. Musisz wypuścić czakrę dłonią i przepuścić przez piłeczkę równomiernie, tak by pękła. Gdy to powiedział wskoczył na drzewo i usiadł na gałęzi opierając się o konar i pogrążył w lekturze.
Ame przyjrzała się piłeczce, była całkiem twarda, a gdy ją się potrzęsło słychać było chlupot wody. Położyła ją sobie na dłoni i starała się skupić. Wcześniej udało jej się osiągnąć cel, ale czakra uciekała wszystkimi otworami, teraz chciała skierować ją do odpowiedniego, tego na dłoni na której leżała piłeczka. Czekała na nią ciężka praca.
Udało się dopiero trzeciego dnia, ale Kakashi zdawał się nie być zaskoczony tak długim trwaniem próby.
-Teraz umiesz wyzwalać czakrę całkowicie świadomie, dzięki temu będziesz mogła nauczyć się technik. Ale jeszcze nie czas na to. Na razie chcę być ćwiczyła z piłeczką by doskonalić umiejętność a na treningach zajmiemy się tajijutsu. Proszę- powiedział podając jej parę shurikenów i kunai- porzucaj do tamtych słupów. Musisz nauczyć się rzucać jak najcelniej, to podstawy.
-Dobrze sensei- powiedziała Ame. Widząc jak Kakashi się oddala zapytała- nie zostaniesz sensei?
-Poradzisz sobie- powiedział i zniknął.
Ame usiadła na trawie i obięła rękoma kolana. Narzędzia dane jej przez Kakashiego leżały obok, zerkała na nie niepewnie. W końcu wstała, wzięła w ręce shurikeny, wycelowała jednym i rzuciła, ale ten przeleciał obok słupa chybiając o jakieś dziesięć centymetrów i utkwił w niedalekim drzewie. Również kolejne shurikeny i kunai chybiały celu jeden za drugim coraz bardziej irytując Ame. Przez godzinę rzucała tylko i podchodziła do drzew i krzaków zbierać swoje zguby by rzucać dalej. Gdy pierwszy kunai utkwił w słupie aż podskoczyła z radości…mimo, że zabrakło milimetrów by znów chybiła i mimo ,że nie był to słup w który celowała.
-Dobry początek- powiedziała do siebie i ponowiła wysiłki.
Z biegiem godzin i dni rzucała coraz lepiej, coraz więcej shurikenów trafiało do celu, a nawet konkretnie w punkty w które chciała, także ćwiczenie panowania nad czakrą przynosiło coraz lepsze efekty. Sensei wprowadził jej także naukę walki wręcz, nie był to jednak dla Ame większy problem- już w Osace uczęszczała na różne zajęcia sztuk walki, często biła się z innymi starając się bronić przed złośliwymi atakami. Ame była szczęśliwa i zadowolona z siebie, choć nie wiedziała czy jej postępy są szybkie czy jednak zbyt wolne. Kakashi zdawał się tym nie interesować, dawał jej tylko co nowsze zadania nie chwaląc ani nie ganiąc. Jego brak zaangażowania bardzo Ame denerwował. Zachowuje się jakby był tu za karę- pomyślała- czy uczenie mnie jest aż tak uciążliwe?
Ame siedziała na łóżku w swoim pokoju i przez ono obserwowała gwiazdy. Minęło już sześć tygodni odkat pierwszy raz postawiła nogę w Konosze oraz sześć tygodni trudnych treningów z jej senseiem. Dziewczyna przewracała w dłoniach pewien przedmiot, niebieską opaskę z metalową płytką wyrytym na niej symbolem Konohy. Tak, tego dnia Ame została Geninem. Od dwóch tygodni ćwiczyła technikę, która miała być jak się okazało jej egzaminem. Bunshin no jutsu- klon cienia. Jakże zabawne były jej pierwsze przygody z tą techniką. Choć do perfekcji opanowała kontrolę nad czakrą i rozsadzanie za jej pomocą piłeczki to wykonanie konkretnej pieczęci nie było już takie łatwe. Udało jej się dopiero kolejnego dnia, jeśli można nazwać ”udaniem się” wyprodukowanie swojej bladej, niższej kopii, wyglądającej jak człowiek chory na zakaźną chorobę, która w ostateczności pękła w jednym miejscu i zeszło z niej powietrze jak z balona. Jednak zbiegiem czasu było coraz lepiej, po paru dniach udało jej się wykonać idealnego klona samej siebie, potem dwa a na końcu nawet cztery, choć na samym egzaminie wymogiem były trzy. Nie wiedziała skąd u niej takie umiejętności, nigdy nie miała wiary w siebie, była jednak szczęśliwa, ze coś jej się udaje i że żyje w miejscu gdzie nikt nie traktuje jej jak dziwaka. Kakashi sensei nie było na jej egzaminie, wyruszył na misję dwa dni przed nim, bardzo chciała mu sie pochwalić, choć wydawało jej się, zapewne nawet nie odwróci wzroku od „Icha icha paradise”. Przyjrzała się swojemu ochraniaczowi, na jej twarzy wykwitł uśmiech. Była geninem, była ninja, Konoha była od tej pory jej pełnoprawnym domem.