Etykiety

środa, 19 lutego 2014

AME NO KAMINARI ROZDZIAŁ 4- PIERWSZA MISJA CZ1.

ROZDZIAŁ 4- PIERWSZA MISJA CZ1.

Ame była sfrustrowana, nie tak to sobie wszystko wyobrażała. Owszem, nie chciałaby by rzucono ją od razu na głęboką wodę, przydzielono misję rangi A, ale ganianie kotów-uciekinierów? Łapanie upierdliwego strusia? Pomoc w magazynie? Czuła się niedoceniana. Chciała się rozwijać, dalej i szybciej, i tak straciła wiele lat a teraz stała w miejscu.  Czy zmieni się coś gdy wróci sensei? Zastanawiała się. Dużo o nim ostatnio myślała, nie było go od miesiąca, nie był na jej egzaminie na genina, może to nie było nic istotnego,  ale jednak dla niej było to ważne. Została kunoichi , dla niej było to ważne, a nie miała się z kim tym podzielić.
Chowała się w kuckach za płotem obserwując polane na której puszył się dumnie struś. Już trzeci raz w tym tygodniu musiała go złapać. Łapała go a on znów uciekał i za każdym razem był coraz bardziej przebiegły, jakby uczył się na błędach. Ale ona też się uczyła. Nawet jeśli „misja” zajęła jej większość dnia, Ame do późna ćwiczyła lub siedziała w bibliotece czytając o shinobich, kunoichi, technikach. Właściwie Kakashi nie nauczył jej żadnej techniki przydatnej w walce. Potrafiła walczyć wręcz, używać shurikenów i kunai z na prawdę dużą precyzją jak na tak krótki okres nauki. Potrafiła stworzyć już 6 swoich klonów, transformować się w kłodę czy inny przedmiot. Jednak nie znała żadnej techniki, która pomogłaby pokonać jej ewentualnego przeciwnika. Nie zanosiło się na szybki powrót Kakashiego więc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Wertowała księgi szukając techniki na tyle dobrze opisanej i na tyle łatwej, ze byłaby w stanie jej się nauczyć. I taką znalazła.

Misja Kakashiego trwała cztery tygodnie, gdy w końcu wrócił jedyne o czym marzył to porządnie się wyspać jednak nie było mu to dane. Wszedł do gabinetu Tsunade gdy tylko usłyszał pozwolenie dobiegające zza drzwi.
-Witaj Tsunade- powiedział- przynoszę raport z misji, wszystko odbyło się po naszej myśli, bez komplikacji.- dodał podając jej zwój z raportem.
-Dziękuję, zapoznam się z tym później- powiedziała, jednak nie miała wcale zamiaru kończyć- Naruto wrócił z Jirayią parę dni temu, również Sakura zakończyła swoje szkolenie u mnie. Dodatkowo narzucono nam osobę do Twojej drużyny.- zmarszczyła nos, nie wydawała się być zadowolona z tego, ze ktoś jej coś narzuca- Danzo nie omieszkał wtrącić swoich spraw, chłopak nazywa się Sai, jest z korzenia, zdaje się być utalentowany, ale trzeba będzie na niego uważać. Jestem pewna, że będzie donosił Danzo.
-Ciesze się, ze moja drużyna jest już komplecie- powiedział poczym zawahał sie i dodał z myślą o Sasuke- prawie w komplecie. Czy cos jeszcze?
-Tak, niestety ale nie będziesz mieć czasu odpocząć. Za godzinę wyruszasz z drużyną na misję. Udacie się na poszukiwanie Sasuke, nasi zwiadowcy prawdopodobnie odnaleźli kryjówkę Orochimaru.
-Rozumiem.  Dobrze, a więc..
-To nie wszystko- przerwała mu- zabierasz ze sobą Ame.
-Ame? Ale ona nie jest jeszcze gotowa, nawet nie jest geninem.
-Ame jest geninem od dwóch tygodni- powiedziała Tsunade- Misja jest trudna, ale Ame ma osobne zadanie. Nie mieszaj jej do ewentualnych walk, na to nie jest gotowa. Chcę by obserwowała Saia, dokładnie, dogłębnie. Ma z niego nie spuszczać oka. Chce wiedzieć po co Danzo narzucił go nam, ale jednocześnie nie mogę pozwolić by jego obserwacja rozpraszała Ciebie, Sakurę czy Naruto. Niech Ame się tym zajmie.
-Dobrze, choć czy jej obecność nas nie rozproszy? Bądź co bądź, ale prawdopodobnie trzeba będzie ją ochraniać.
-Wiem, dlatego każ to robić Saiowi, wymyśl coś, ze zabieracie ją by się uczyła a misja nie wydaje się być bardzo niebezpieczna, ale mimo to chcesz by na nią uważał. Przynajmniej będzie to wystarczający pretekst by i ona trzymała się blisko niego.
-Niech będzie- potwierdził Kakashi.
-Sakura, Naruto i Sai czekają przy bramie, Ame jest albo u siebie, albo w bibliotece lub na polu treningowym. Jest bardzo zawzięta, niewiele odpoczywa. Idź do niej  wtajemnicz ją we wszystko, niech nikt inny nie wie po co z wami wyruszyła. Powodzenia.
Kakashi skinął głową i wyszedł z gabinetu.  Dość szybko dotarło mieszkania Ame, które znajdowało się tuż obok mieszkania Naruto, jednak nie było jej w środku. Również nie było jej w bibliotece. Znalazł ją dopiero, jak przypuszczała Tsunade, na polu treningowym. Dojrzała go już z Dalek i przerwała czynność, którą do tej pory wykonywała, Kakashi nie zdołał dojrzeć co to było. Dziewczyna podbieg łado niego.
-Sensei!- krzyknęła radośnie- jesteś końcu- dodała i zamachała mu przed nosem ochraniaczem symbolem Konohy.
-Tak, wiem, gratuluje i przepraszam, ze nie było mnie przy tym, ale widzę, ze świetnie sobie poradziłaś.
-Cztery klony!- krzyknęła i zakręciła kółko wokół własnej osi. Jej uśmiech był tak promienny, radość tak szczera, że sprawiła mu niebywałą przyjemność. Kakashi bardzo polubił Ame.
-Wyruszasz z moją drużyną- powiedział bezpośrednio i nagle, Ame zatrzymała się i spojrzała na niego z powagą.
-Prawdziwą misję?- zapytała- nie łapanie strusia, nie noszenie zakupów staruszce?
-Prawdziwą misję- potwierdził- jednak musimy najpierw porozmawiać.- Ame spojrzała na niego wyczekująco- wyruszasz z nami by spełnić specjalną rolę, Będziesz obserwować nowego członka drużyny, piąta podejrzewa, że wysłano go by szpiegował.
-Ale jak mam to robić?- zapytała
-Po prostu nie spuszczaj go z oka, powiem mu, ze to Twoja pierwsza misja i ma cię chronić, to idealny pretekst by nic nie podejrzewał gdy ciągle będziesz blisko. Obserwuj go, analizuj każdy szczegół. Każda dziwna rzecz, nawet twoim zdaniem Błacha może okazać się istotna.
-Dobrze- zgodziła się.
Godzinę później skakali już z drzewa na drzewo zostawiając Konohę daleko w tyle. Naruto szedł przodem, za nim Sakura, tuż za nimi Sai z Ame tuż przy jego boku i Kakashi na samym tyle zabezpieczając plecy podopiecznych. Ame przyglądała się ukradkiem czarnowłosemu chłopakowi, jego twarz nie pokazywała żadnych emocji. Kakashi kazał mu ją chronić, przyjął to bez najmniejszego grymasu na twarzy, ani sprzeciwu ani aprobaty, mimo to nie zwracał na nią większej uwagi. Wiedziała tylko,, że ma go obserwować, a sama miała trzymać się z tyłu. Szukali jakiegoś Sasuke, zdawali się bardzo o niego martwić. Ame w mig pojęła, że Sai zajął miejsce tamtego chłopaka.
Już przy pierwszym postoju zrozumiała, ze Sai nie jest normalny, nie tylko nie okazuje uczuć, ale zdaje się w ogóle ich nie odczuwać i nie rozumieć uczuć innych, był jak lalka, nie wzruszona na zewnątrz i pusta w środku. Gdy wszyscy usnęli Sai oddalił się. Ame wstała po cichu i ruszyła za nim. Nie czuła się pewnie w tej roli, bała się, ze ją usłyszy. Co wtedy zrobi? Czy jest zły? Sai udał się za pobliskie drzewa i przykucną ze zwojem w dłoniach, napisał coś na nim i zwinął. Na drugim zwoju narysował ptaka, który nagle ożył i odleciał razem z wiadomością. Sai zdawał komuś raport. Ame cofnęła się bezszelestnie do obozu i położyła szybko na swoim miejscu. Chwile potem wrócił Sai i stanął na obiecanej warcie. Chyba niczego nie zauważył- pomyślała dziewczyna.
Rano zjedli pospiesznie śniadanie po którym ruszyli w dalszą drogę. Ame nie miała okazji porozmawiać z Kakashim o tym co widziała w nocy, nie była też pewna czy powinna na bieżąco informować go o wszystkim czy złoży mu raport po misji.
Drużyna Kakashiego znajdowała się dzień drogi od podanej przez zwiadowców lokalizacji kryjówki Orochimaru. Tej nocy to Kakashi pełnił wartę, mimo to Ame starała się pozostać jak najdłużej przytomna. Sai wymknął się i tej nocy, siedzący wysoko na drzewie Kakashi prawdopodobnie nie zawrócił na niego uwagi, ale Ame wiedziała co się święci więc udała się za nim. Tym razem to Sai otrzymał ptaka zapewne z odpowiedzią, przeczytał ją i zniszczył pośpiesznie, następnie naskrobał coś na papierze i odesłał ptaka powrotem. Ame schowała się za drzewem gdy Sai wracał do obozu. Gdy zniknął z zasięgu wzroku Ame wychyliła się szybko i strąciła za pomocą Kunai wysłanego przez Saia ptaka. Podeszła do niego i odczytała wiadomość przyczepioną do jego narysowanej nóżki.


Wiedziała, że musi jak najszybciej porozmawiać z Kakashim.

sobota, 1 lutego 2014

AME NO KAMINARI ROZDZIAŁ 3-PIERWSZA LEKCJA, JAK ZOSTAĆ GENINEM!

ROZDZIAŁ 3-PIERWSZA LEKCJA, JAK ZOSTAĆ GENINEM!

Jak to w południe zazwyczaj bywa, słońce wisiało wysoko na niebie w pełnej okazałości.  Ame siedziała pod drzewem ze skrzyżowanymi nogami słuchając tego co mówił Kakashi. Zdaje się, ze pierwszy trening będzie czysto teoretyczny- pomyślała dziewczyna- siedzieli tu już dwie godziny a on tylko mówił i mówił. Jednak nawet to mówienie nie zmusiło go do zamknięcia ulubionej książki. Srebrnowłosy stał pod niedalekim drzewem oparty o  konar, jedna dłoń schowana była w kieszeń, drugą trzymał lekturę i wpatrzony w nią- opowiadał.
- Jesteś kunoichi- czyli kobietą-ninja- powiedział Kakashi gdy tylko przybyli na polanę na której ten zazwyczaj trenował z drużyną 7.- shinobi są wojownikami potrafiącymi manipulować czakrą- energią fizyczną i duchową, która jest silnie powiązana z żywiołami,  i tworzyć za jej pomocą jutsu. Są to techniki wywoływane poprzez pieczęcie. Mamy trzy rodzaje jutsu- ninjitsu- są to techniki ninja, taijutsu- są to techniki ciała oparte na sztukach walki oraz genjutsu- techniki iluzji i manipulacji czakrą przeciwnika. Nadążasz?- Kakashi przerwał na chwilę swój monolog widząc zagubiony wzrok dziewczyny.
-Ta-tak- powiedziała niepewnie, choć właściwie nie była to prawda. Zgubiła się gdzieś na jutsu, odpłynęła przytłoczona nadmiarem informacji. Nie chciała się jednak do tego przyznać.
-Wróćmy w takim razie do czakry- powiedział Kakashi- każdy rodzi się z czakrą, która przepływa przez ciało specjalnym układem krążenia. Ninja nauczyli się tą mocą manipulować, wydobywać i zwiększać jej ilość. Ty też się tego nauczysz- powiedział- i zaczniemy teraz.
Zrozumienie istoty tego co kazał jej robić nauczyciel nie było łatwe. Gdy nigdy nie miało się do czynienia z czymś takim- prócz przypadkowych zdarzeń, niekontrolowanych i wywołujących traumę w jej życiu- to gdy ktoś mówi by się skupić, myśleć o tym i po prostu to uwolnić to wydaje się to być z jednej strony bardzo łatwe, a z drugiej niedorzeczne i niemożliwe. Siedziała w pozie medytacji nie opierając już pleców o drzewo, z zamkniętymi oczami i myślała, wyobrażała sobie jak jej czakra przepływa. Ale nic się nie działo, a on zdawał się nie zwracać na nią uwagi zapatrzony w książkę, co ją bardzo irytowało. Marzyła o jakiejś wskazówce, czymś co jej pomoże. Przypomniała sobie jak w dzieciństwie zdenerwowana żartami na temat jej włosów uderzyła pewnego chłopaka ze szkoły. Nie był to jednak zwykły cios. Nie miała pojęcia jak to zrobiła, po prostu się stało. Uderzyła go otwarta dłonią w pierś i w momencie zetknięcia się jej reki z ciałem kolegi jej dłoń zaświeciła się lekkim, błękitnym światłem. Chłopak padł na ziemię i stracił na chwile przytomność, gdy ją odzyskał zakaszlał i wypluł krew na chodnik. Jak zwykle to ona oberwała, nazwano ją potworem, kolejny raz. Nikt nie zwrócił uwagi, ze nie ona zaczęła, ze tylko się broniła.
Te myśli ją rozproszyły, musi się bardziej skupić.

Kątem oka obserwował jak się męczy, grymas zdenerwowania na jej twarzy był wręcz zabawny. Zero cierpliwości. Dzieci z ukrytych wiosek rosną ze świadomością kim są i kim zostaną, ze świadomością mocy jaka w nich drzemie. Wszystkie, co do jednego przygotowywane są do ciągłego doskonalenia, poznawania technik rodowych oraz innych- nowych. On sam poznał ponad tysiąc technik, dzięki prezentowi od jego umierającego przyjaciela- sharinganowi- oku objawiającym się jedynie w klanie Uchicha. Dzięki temu oku potrafi kopiować każdą technikę, którą użyje przeciwnik. Ale to był przywilej, dla innych poznawanie i nauka technik, pieczęci to żmudna i ciężka praca. Dla osoby, która nie miała pojęcia o swoich możliwościach nauka wszystkiego od podstaw, w tak późnym wieku, to wyjątkowo trudny orzech do zgryzienia. Miał wrażenie przez chwilę, ze jej dłoń się zaświeciła, dziewczyna nie była raczej tego świadoma. To było jak ułamek chwili, krótko i słabo, ale było.

Ponownie wyobraziła sobie układ przepływu czakry, widziała jak niebieskie światło płynie przewodami, jak zbliża się do punktów z których ma szansę wydostania się na zewnątrz i wtedy to poczuła. Nie tylko zobaczyła oczami wyobraźni przepływ czakry ale tez poczuła jak plynie i jak wydostaje się wszystkimi punktami ujścia czakry na jej ciele. Otworzyła oczy, wszystko wokół niej jakby falowało, czuła moc która przepełniała ją całą. Kakashi patrzył na nią z zaciekawieniem, dłoń z książką opadła.
-Brawo- powiedział Kakashi- nawet dość szybko ci się udało. Ale to jeszcze nie koniec.- dodał i rzucił w jej stronę piłeczkę wypełnioną wodą i powiedział- weź ją w rękę i skup się na przepuszczaniu przez nią czakry. Musisz wypuścić czakrę dłonią i przepuścić przez piłeczkę równomiernie, tak by pękła. Gdy to powiedział wskoczył na drzewo i usiadł na gałęzi opierając się o konar i pogrążył w lekturze.
Ame przyjrzała się piłeczce, była całkiem twarda, a gdy ją się potrzęsło słychać było chlupot wody. Położyła ją sobie na dłoni i starała się skupić. Wcześniej udało jej się osiągnąć cel, ale czakra uciekała wszystkimi otworami, teraz chciała skierować ją do odpowiedniego, tego na dłoni na której leżała piłeczka. Czekała na nią ciężka praca.
Udało się dopiero trzeciego dnia, ale Kakashi zdawał się nie być zaskoczony tak długim trwaniem próby.
-Teraz umiesz wyzwalać czakrę całkowicie świadomie, dzięki temu będziesz mogła nauczyć się technik. Ale jeszcze nie czas na to. Na razie chcę być ćwiczyła z piłeczką by doskonalić umiejętność a na treningach zajmiemy się tajijutsu. Proszę- powiedział podając jej parę shurikenów i kunai- porzucaj do tamtych słupów. Musisz nauczyć się rzucać jak najcelniej, to podstawy.
-Dobrze sensei- powiedziała Ame. Widząc jak Kakashi się oddala zapytała- nie zostaniesz sensei?
-Poradzisz sobie- powiedział i zniknął.
Ame usiadła na trawie i obięła rękoma kolana. Narzędzia dane jej przez Kakashiego leżały obok, zerkała na nie niepewnie. W końcu wstała, wzięła w ręce shurikeny, wycelowała jednym i rzuciła, ale ten przeleciał obok słupa chybiając o jakieś dziesięć centymetrów i utkwił w niedalekim drzewie. Również kolejne shurikeny i kunai chybiały celu jeden za drugim coraz bardziej irytując Ame. Przez godzinę rzucała tylko i podchodziła do drzew i krzaków zbierać swoje zguby by rzucać dalej. Gdy pierwszy kunai utkwił w słupie aż podskoczyła z radości…mimo, że zabrakło milimetrów by znów chybiła i mimo ,że nie był to słup w który celowała.
-Dobry początek- powiedziała do siebie i ponowiła wysiłki.
Z biegiem godzin i dni rzucała coraz lepiej, coraz więcej shurikenów trafiało do celu, a nawet konkretnie w punkty w które chciała, także ćwiczenie panowania nad czakrą przynosiło coraz lepsze efekty. Sensei wprowadził jej także naukę walki wręcz, nie był to jednak dla Ame większy problem- już w Osace uczęszczała na różne zajęcia sztuk walki, często biła się z innymi starając się bronić przed złośliwymi atakami. Ame była szczęśliwa i zadowolona z siebie, choć nie wiedziała czy jej postępy są szybkie czy jednak zbyt wolne. Kakashi zdawał się tym nie interesować, dawał jej tylko co nowsze zadania nie chwaląc ani nie ganiąc. Jego brak zaangażowania bardzo Ame denerwował. Zachowuje się jakby był tu za karę- pomyślała- czy uczenie mnie jest aż tak uciążliwe?

Ame siedziała na łóżku w swoim pokoju i przez ono obserwowała gwiazdy. Minęło już sześć tygodni odkat pierwszy raz postawiła nogę w Konosze oraz sześć tygodni trudnych treningów z jej senseiem. Dziewczyna przewracała w dłoniach pewien przedmiot, niebieską opaskę z metalową płytką wyrytym na niej symbolem Konohy. Tak, tego dnia Ame została Geninem. Od dwóch tygodni ćwiczyła technikę, która miała być jak się okazało jej egzaminem. Bunshin no jutsu- klon cienia. Jakże zabawne były jej pierwsze przygody z tą techniką. Choć do perfekcji opanowała kontrolę nad czakrą i rozsadzanie za jej pomocą piłeczki to wykonanie konkretnej pieczęci nie było już takie łatwe. Udało jej się dopiero kolejnego dnia, jeśli można nazwać ”udaniem się” wyprodukowanie swojej bladej, niższej kopii, wyglądającej jak człowiek chory na zakaźną chorobę, która w ostateczności pękła w jednym miejscu i zeszło z niej powietrze jak z balona. Jednak zbiegiem czasu było coraz lepiej, po paru dniach udało jej się wykonać idealnego klona samej siebie, potem dwa a na końcu nawet cztery, choć na samym egzaminie wymogiem były trzy. Nie wiedziała skąd u niej takie umiejętności, nigdy nie miała wiary w siebie, była jednak szczęśliwa, ze coś jej się udaje i że żyje w miejscu gdzie nikt nie traktuje jej jak dziwaka. Kakashi sensei nie było na jej egzaminie, wyruszył na misję dwa dni przed nim, bardzo chciała mu sie pochwalić, choć wydawało jej się, zapewne nawet nie odwróci wzroku od „Icha icha paradise”. Przyjrzała się swojemu ochraniaczowi, na jej twarzy wykwitł uśmiech. Była geninem, była ninja, Konoha była od tej pory jej pełnoprawnym domem.

piątek, 24 stycznia 2014

Ame

Zamieszczając opowiadanie o Shikamaru i Temari, zamieściłam również obrazki, które nie były mojego autorstwa, co zaznaczyłam. Nie ukrywam jednak,że staram się nauczyć rysowania mangi i dziś chciałabym przedstawić wam Ame w formie szkicu. Nie są to może wysokie loty, ale dopiero się uczę. Wszyscy wiemy jak wyglądają postacie z Naruto, jednak Ame w tym świecie jest nowa, a by wyobraźnia mogła działać trzeba nadać jej kształt. Mam nadzieję,że nie będzie to całkowita porażka.
Pozdrawiam



czwartek, 23 stycznia 2014

JIRAYIA X TSUNADE – ERO SENIN SPEŁNIA MARZENIE

Witajcie.
Prezentuję dziś kolejne pojedyńcze opowiadanie. W weekend lub zaraz po można spodziewać się kolejnego rozdziału Ame no kaminari.
Pozdrawiam H.H

*******************************************************************************************************

JIRAYIA X TSUNADE – ERO SENIN SPEŁNIA MARZENIE 

Podróżował po świecie od zakończenia trzeciej wielkiej wojny ninja. Poszukiwał wielu rzeczy- ucznia z przepowiedni, który zmieni świat, natchnienia by pisać swoje książki, które ostatecznie nie odniosły wielkiego sukcesu i w końcu poszukiwał zapomnienia. Zapomnienia o kobiecie, która od dzieciństwa była jego najskrytszym marzeniem- płaska Tsunade- jak nazywał ją gdy chciał by zwróciła na niego uwagę- i działało, choć nie o taką uwagę mu chodziło. Teraz nie mógłby jej tak już nazwać i nawet nie chodzi o to, że guz którego by mu nabiła byłby boleśniejszy i gorszy w skutkach niż te z dzieciństwa- Tsunade nie była po prostu już płaska. Jirayia zaśmiał się w duchu na te wspomnienia i podniósł szklaneczkę z sake do ust. Nieosiągalne marzenie. Senin kupił jeszcze butelkę sake , wyszedł z baru i ruszył przed siebie. Noc była piękna, gwieździsta, z pięknym, okrągłym księżycem na niebie.  Pijąc prosto z butelki nawet nie spostrzegł się jak znalazł się pod budynkiem w którym mieścił się gabinet Hokage. Mężczyzna przeskoczył niski murek i wzdłuż ściany przeszedł na bok budynku. Kilkoma susami wskoczył na drzewo na które wchodził już wiele razy. Spojrzał w okno znajdujące się na przeciw drzewa. Tsunade, siedząc tyłem do okna jak zwykle pochłonięta była papierami. Nigdzie nie widział Shizune, która zawsze znajduje się w pobliżu Piątej.
-Długa będziesz tam siedział czy wejdziesz w końcu tym oknem, skoro drzwi nie potrafisz używać- powiedziała nagle Tsunade nie odwracając się nawet, nie odrywając dłoni od papierów.
-Jak zawsze czujna! Wyczułaś moją niezwykłą czakrę?- zagaił Jirayia
-Nie- odpowiedziała, po czym dodała z powagą w głosie-śmierdzisz sake.
-Jak zwykle cięty język. Cała Ty. Na równi piękna i wredna- powiedział Jirayia i wskoczył przez okno do pomieszczenia.
-Jak zwykle upierdliwy- burknęła pod nosem
-Mogę iść, jeśli ci przeszkadzam- powiedział urażonym głosem, lecz w rzeczywistości tylko udawał.
-Po co przyszedłeś?-  Zapytała. Od dzieciństwa ją irytował, zawsze za nią, blisko jak cień ze swoimi komentarzami, niewybrednymi żartami o jej biuście, a raczej jego braku. Tyle razy już doprowadził ją do takiego szału, że sprała go na kwaśne jabłko, a mimo to czuła się z nim związana, do końca życia. Byli przyjaciółmi i choć byli różni to jednak tak bardzo do siebie podobni. Gdy okoliczności sprawiały, że długo się nie widzieli, często go wspominała, myślała o nim, zastanawiała się co takiego robi. Kiedyś trafiły jej w ręce jego książki, od razu wiedziała, ze nigdy się nie zmieni. Patrzyła teraz na niego. Ona sama zatrzymała swoją młodość, ktoś kto jej nie znał, nie byłby w stanie powiedzieć w jakim jest wieku. Jirayia nawet nie starał się ukryć swojego wieku. Jego włosy w prawdzie zawsze były białe, teraz jednak pasowały do tych kilku zmarszczek na jego twarzy. Był bardzo męski, tego nie dało się ukryć. Czasem zastanawiała się, czy gdyby wszystko potoczyło sie inaczej, to czy może byłaby szczęśliwa do tej pory u boku tego mężczyzny, które przez całe swoje życie potrafiła postrzegać tylko jako swojego przyjaciela?  Odgoniła te myśli, przeszłości nic już nie zmieni, a przyszłość należy do młodych, nie do niej czy Jirayii. Ale mimo to zastanawiała się, co stałoby się gdyby nie poznała, pokochała a później straciła Dana. Miłość jej życia.
-Piłem sobie w barze i wspominałem stare czasy i tak pomyślałem, że po co mam pić sam skoro wiecznie zapracowana Tsunade na pewno z chęcią wypije ze mną- powiedział, był już trochę podchmielony, jego język się plątał ale wciąż myślał trzeźwo. Tsunade uśmiechnęła się, pierwszy raz od kiedy Jirayia tu przyszedł. Mężczyzna również się wyszczerzył, wiedział, ze osiągną swój cel.
-Z chęcią- powiedziała Piąta- ale bez smucenia o starych czasach!
-Tylko wesołe rozmowy- powiedział Jirayia przykładając dłoń do serca na znak, ze mówi szczerze.
Usiedli wygodnie na kanapie stojącej przy ścianie po boku biurka, Jirayia nalał sake do szklanek które podała mu Tsunade i postawił butelkę na pobliskim stoliku.
-Nauczyłem  dziś Naruto nowej techniki- powiedział- chłopak szybko się uczy choć czasem zdaje się być całkiem bez rozumu.
-Całkiem jak ty!- powiedziała Tsunade
-Bez złośliwości płaska - Tsunade!
-Jirayia!
-No tak, przepraszam cycata Tsunade- poprawił się Jirayia i wybuchł głośnym śmiechem. Kobieta spoważniała na chwilę, zastanawiała się czy nie zdzielić go po raz kolejny w ich życiu, ale zrezygnowała. Jirayia ucichł i spojrzał na poważną twarz kobiety. Znów to poczuł, bicie serca, suchość w ustach. Była taka piękna, była jego ideałem. Przez lata zdobył tak wiele kobiet jednak to właśnie jej pragnął, choć ze wszystkich sił starał się stłumić to uczucie. Teraz jednak był zbyt blisko niej i zbyt ośmielony alkoholem by nad sobą zapanować. Szybkim ruchem złapał twarz Tsunade i przycisnął usta do jej warg. Ten ruch tak bardzo zaskoczył kobietę, ze przez chwile patrzyła tylko wybałuszonymi oczyma na bliskość jego twarzy jednak po chwili oprzytomniała. Jirayia oderwał się od niej i spojrzał głęboko w oczy. Nie zaprotestowała gdy ponownie przylgnął do jej ust, a nawet rozchyliła je lekko by wpuścić jego język do środka. Zapragnęła tej delikatnej pieszczoty od człowieka przed którym zawsze się wzbraniała. Jego język dotknął lekko jej języka, przesunął się po nim a potem dotknął podniebienia. Dawno tego nie robiła, nie całowała się z mężczyzną, ani z żadnym się nie kochała odkąd straciła Dana. Pamięć o nim jej nie pozwalała na jakiekolwiek zbliżenia. Teraz jednak nawet o nim nie pomyślała, w jej głowie rozbrzmiewało tylko jedno imię- Jirayia. Mężczyzna zachęcony odwzajemnionym pocałunkiem położył dłoń na  kolanie partnerki, czuł je dokładnie przez cienki materiał spodni. Jego druga dłoń powędrowała w stronę piersi, odchylił bluzkę wydostając jedną z półkul na wierzch. Tsunade westchnęła czując palce Jirayii na swoim sutku, mężczyzna oderwał się od jej ust i przylgną do piersi. Już pocałunek był czymś o czym często nie śmiał marzyć a teraz ssał, lizał i przygryzał jej cudowną pierś słuchając jak ta jęczy cicho z rozkoszy. Nie przerywając pieszczot rozwiązał jej bluzkę i zdjął ją całkiem, przesunął usta do jej szyi i napierając ciałem na jej ciało zmusił by się położyła. Usiadł przed nią, wziął najpierw jedną a potem druga stopę w dłoni powoli ściągnął jej buty a następnie rozpiął i ściągną jej spodnie. Jirayia zaśmiał się cicho- nie miała pod spodem bielizny.  Szybko zrzucił z siebie ubranie i wrócił do kochanki. Rozchylił jej nogi i zanurkował między nie przywierając ustami do łechtaczki, zaskoczona kobieta wciągnęła powietrze- zapomniała już jakie to cudowne uczucie. Jirayia przesunął językiem po najczulszym punkciku kobiety i nie przerywając podniósł wzrok napotykając jej oczy. To co w nich zobaczył zmobilizowało go do dalszych działań, pożądanie, Tsunade płonęła.  Wsunął język do jej wnętrza, zrobił to jednak tylko na chwile by za moment zastąpić go palcem, najpierw jednym potem dwoma. Tsunade pojękiwała cicho, robiła się coraz bardziej mokra gdy ten jednocześnie pieścił ustami jej łechtaczkę i jej wnętrze palcami. Gdy przerwał poczuła pustkę, nie trwała ona jednak długo. Jirayia zawisł nad nią i potarł jej kobiecość swoim twardym penisem. Kobieta spojrzała mu w oczy, jej wzrok krzyczał, błagał o wypełnienie. Nakierował członek dłonią na jej dziurkę i pchną mocno, zanurzył się z głośnym mlaśnięciem. Otuliła go wilgotna ciasność, tak cudowna, że mógłby spędzić w niej wieczność. Wnętrze kobiety jego marzeń. Tsunade jęknęła, wypełniał ją tak bardzo, jakby pasował idealnie, jakby był dla niej stworzony. Uświadomił sobie, że zastygł w bezruchu, Tsunade patrzyła na niego z oczekiwaniem. Pochylił się i złączył z nią w pocałunku jednocześnie poruszając się w niech. Najpierw powoli a potem coraz szybciej i szybciej wbijał się i wycofywał prawie do końca by wrócić z większym impetem. Kobieta pod nim wydawała stłumione pocałunkiem dźwięki rozkoszy, jej język tańczył w jego ustach, dłonie gładziły jego nagie plecy by po chwili wbić paznokcie w spazmie orgazmu. Otworzyła przymknięte wcześniej oczy i odepchnęła Jirayię od siebie tak, ze zaskoczony upadł na plecy. Pochyliła się nad jego kroczem i wzięła w dłoń wciąż niezaspokojony członek wilgotny od ich zmieszanych sków. Spojrzała na niego wyzywająco, w jego oczach zobaczyła oczekiwanie i niecierpliwość, ale także duże podniecenie. Ucałowała delikatnie jego główkę by po chwili włożyć go całego do ust. Ruszała głową w górę i w duł, jej zaciśnięte usta i zwinny język dawały mu wiele przyjemności, zatracił się całkowicie i po chwili doszedł w jej ustach z głośnym jękiem. Tsunade poczekała, aż jej kochanek dojdzie do końca i przełknęła jego spermę. Otarła usta dłonią i położyła się obok wtulając w jego nagi tors. Oboje oddychali nierówno powoli dochodząc do siebie, miłosne zmagania bardzo ich zmęczyły.
-Tsunade- powiedział
-Jirayia- odpowiedziała
Marzenia się spełniają- pomyślał Jirayia
Oboje zasnęli na długie godziny.

niedziela, 19 stycznia 2014

AME NO KAMINARI-ROZDZIAŁ 2- ERO SENSEI


Tak jak obiecałam prezentuje drugi rozdział opowiadania, które posiada już tytuł- Ame no kaminari- mam nadzieję, że brzmi dobrze ;) W rozdziale ponownie brak jest wątków erotycznych, nasi bohaterowie dopiero się poznają, nie mogę rzucić ich na głęboką wodę ;)
Pojedyńcze opowiadanie hentai powinno pojawić się w połowie tygodnia. Zaczyna mi się sesja, ale nie powinna mi przeszkadzać w pisaniu. Miłego czytania i proszę o komentarze, opinie.
Pozdrawiam H.H
***************************************************************************************************************************

ROZDZIAŁ 2- ERO SENSEI



Nie pasowała tu, jej przyzwyczajenia nie mogły znaleźć w Konosze realizacji. Nie miała telewizora, nie miała internetu. W te rzeczy uciekała, jako samotniczka bez przyjaciół, zajmowało jej to czas, pomagało nie zwariować. Tu tego nie miała. Jedyna nadzieja w treningu, który miał ją czekać. Miała nadzieję, że zajmie jej czas, że będzie ciekawy i absorbujący. Jak będzie wyglądał? Hokage wczoraj nie wiedziała, powiedziała, że musi się zastanowić. A jeśli każe jej pójść do szkoły z małymi dziećmi? W myślach Ame pojawiła się wizja jej, siedzącej między dziewięciolatkami, nie mieszczącej się w ławce przystosowanej do małego ciała dziecka, ponowny koszmar szkoły, który starała się zapomnieć latami, śmiechy, drwiny. Potrząsnęła głową chcąc odgonić myśli. Po co martwić się na zapas?
Wierzgając nogami zrzuciła z siebie kadrę, chłód poranka owiał jej ciało odziane w cienką biała podkoszulkę na ramiączkach i szorty. Różnica temperatur wywołała gęsią skórkę. Wstała i przeciągnęła się starając się pobudzić wciąż zaspane ciało. Podeszła do okna, poranek był chłodny, ale słoneczny, niebo tak czyste bez smogu wielkiego miasta w oddali. Ulice były jeszcze puste, od czasu do czasu zobaczyć można było jedną czy dwie osoby, sklepy wciąż były zamknięte. Nagle dojrzała w oddali srebrną czuprynę, mężczyzna zapatrzony był w książkę w pomarańczowej oprawie, szedł gapiąc się w nią jakby nie obchodziło go czy czasem na kogoś przypadkiem nie wpadnie.
-Zboczeniec- burknęła pod nosem Ame i rzuciła wrogie spojrzenie w stronę Kakashiego, który w tym samym momencie spojrzał w jej stronę jakby wiedziony uczuciem czyjegoś spojrzenia na sobie. Ame cofnęła się przestraszona faktem, ze została zauważona, tak jakby mężczyzna miał jednym spojrzeniem pochwycić jej myśli o nim. Odeszła od okna i ruszyła do łazienki, zrzuciła pidżamę i weszła pod prysznic. Po powrocie od Hokage nie miała siły się umyć, choć właściwie było południe, rzuciła się na łóżko i zasnęła automatycznie. Przebudziła się wieczorem po to tylko by przebrać się w pidżamę i pójść spać dalej. Teraz zmywała z siebie brud ostatnich dni. Gdy zmierzała do Konohy, zatrzymywała się jedynie na posiłki, sypiała pod gołym niebem. Teraz ciepła woda zmywała z niej brud, pot i wciąż obecne zmęczenie. Po kąpieli Ame ubrała bieliznę, czarne obcisłe getry sięgające przed kolano oraz czerwoną sukienkę bez rękawów, sięgającą do połowy uda z długimi rozcięciami po bokach. Przeczesała włosy i zaplotła w warkocz, który od czubka głowy do ramion był czarny a od ramion do pośladków biały jak śnieg. Linia przedzielająca dwa kolory jej włosów była prosta jakby była odrysowana od linijki. Włosy- jeden z powodów jej kłopotów. Kiedyś, po kolejnym dniu w szkole gdzie na cześć jej włosów nazwano ją skunksem obcięła je równo za linią pozostawiając tylko czarną część. Następnego dnia rano wrzaskiem obudziła matkę gdy przed lustrem okazało się, ze włosy odrosły idealnie takie jak były zanim wzięła nożyczki do ręki. Ame westchnęła na myśl o tym wspomnieniu. Lubiła nosić warkocz, zawijała go potem w kok chowając białą część włosów pod spodem tak, że wydawała się być jedynie czarnowłosą dziewczyną. Cieszyła się gdy mama nauczyła ją tego uczesania gdy Ame wytłumaczyła jej co spowodowało jej poranny wrzask do lustra. Obejrzała się w lustrze, wyglądała jak normalna dziewczyna, tak jak lubiła, bez żadnej oznaki nienormalności, ubrania były schludne i zwyczajne, kok skrzętnie ukrywał biel połowy jej włosów. Wczoraj też go miała gdy przybyła do Konohy, nikt nie musi wiedzieć o niej więcej niż sama pozwoli, tutaj jej włosy pewnie też byłyby czymś dziwnym.- Skoro tu jestem, mogę zacząć wszystko od nowa, stworzyć siebie od nowa- pomyślała.
Zalała wodą jedną z ostatnich zupek w proszku i zjadła w pośpiechu. Rozległo się pukanie do drzwi. Ame podeszła i otworzyła je zaciekawiona. W progu stał Izumo.
- Witaj Ame, Piąta Cię wzywa- powiedział
-Witaj, już idę- odpowiedziała i zamakając za sobą drzwi ruszyła do Hokage. Znała drogę więc Izumo pożegnał się i wrócił na posterunek przy bramie. Dopiero teraz zauważyła, ze Tsunade nie powiedziała jej o której ma się dziś wstawić. –Dobrze, ze kogoś po mnie wysłała- pomyślała dziewczyna. Nawet nie spostrzegła gdy znalazła się pod drzwiami gabinetu Hokage. Zapukała energicznie i weszła do środka gdy zza drzwi dobiegło ją przyzwolenie Piątej.
-Dzień dobry- powiedziała Ame
-Witaj- odpowiedziała Piąta i od razu przeszła do rzeczy- podjęłam co do Ciebie decyzję. Nie wyślę Cię do szkoły z dziećmi, bo jak nadmieniłam wczoraj, byłaby to głupota. Uważam, ze powinnaś mieć indywidualnego nauczyciela i dokonałam już wyboru. Trzeba nauczyć Cię podstaw, a osoba, którą wybrałam jest cierpliwa, wyrozumiała i doświadczona, a przede wszystkim posiada obecnie więcej czasu niż inni nauczyciele. Jeden z jego uczniów udał się na trening z wysokiej rangi shinobim, drugą osobę z jego grupy obecnie trenuje ja, a trzecią..a trzecia osoba z drużyny jest nieobecna. Wezwałam go juz, zaraz powinien tu być- powiedziała Tsunade i w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi- proszę- powiedziała Tsunade i w drzwiach pojawił się…
-Zboczeniec!- wrzasnęła w myślach Ame. Kakashi patrzył się na nią takim wzrokiem, ze zastanawiała się czy nie powiedziała tego na głos, czy może jej mina jest tak idiotyczna?
-To Hatake Kakashi, będzie Cie uczył- powiedziała Tsunade wskazując dłonią na srebrnowłosego, po czym zwróciła się do Kakashiego- a to Atsui  Ame, Twoja nowa uczennica- Kakashi spojrzał się na dziewczynę i uśmiechną się serdecznie, a przynajmniej tak jej się wydawało, maska zasłaniała usta, ale jego oczy zdawały się „uśmiechać”. Może nie będzie tak źle?- pomyślała.- To by było na tyle Ame, chcę teraz porozmawiać z Kakashim na osobności. Dowidzenia.
-Dowidzenia- powiedziała Ame i udała się w stronę drzwi
-Poczekaj na mnie przed budynkiem- rzucił za nią Hatake. Ame odwróciła się na chwile i kiwnęła głowa, po czym wyszła z pomieszczenia. Wychodząc z budynku i siadając na ławce nieopodal zastanawiała się co o tym wszystkim myśleć. Dlaczego akurat on? Jest tu od wczoraj i jako jej nauczyciel musiał trafić się jej człowiek, którego, jako jedynego zdołała zbytnio nie polubić? Może nie polubić to zbyt górnolotne określenie, ale książki, które na okrągło czyta ten mężczyzna nie wywarły na niej dobrego wrażenia. Ale z drugiej strony go przecież nie znała. Może powinna dać mu szansę? Właściwie co jej szkodzi, w końcu ma zacząć wszystko od nowa, jeśli chce by i ją polubili, to musi pokazać się z jak najlepszej strony inaczej zaprzepaści swoją szansę na normalne życie i tutaj, nawet jeśli nie wie ile czasu tu spędzi.
- Czy to o mnie tak myślisz?- przez mur myśli przebił się głos Kakashiego. Siedział obok niej na ławce, nawet nie wiedziała kiedy przyszedł.
-Nie- odpowiedziała szybko, może trochę za szybko, czym raczej potwierdziła tylko jego przepuszczenia. Na jego twarzy znów wykwitł uśmiech, co ją tylko bardziej zdenerwowało, miała ochotę na niego wrzasnąć. Bardzo często nie panowała nad emocjami, gdy ktoś jej dokuczał biła go, ale to pogarszało tylko sytuację.- Nie, zamyśliłam się, ale nie o panu.
-Nie jestem tak stary by mówić do mnie Pan, mów mi Kakashi sensei, jak każdy mój uczeń- powiedział Kakashi.
-Chyba ero sensei- burknęła pod nosem
-Słucham?- zapytał Kakashi. Nie dosłyszał czy udaje?- zastanawiała się Ame
-Nic, nic Kakashi sensei
-Dobrze , udajmy się więc na pierwszy trening.- powiedział Kakashi u ruszył przed siebie, gestem dłoni wskazując Ame by ruszyła za nim.

NOTKA

Witajcie. 
Chciałam poinformować was,że kolejny rozdział odcinkowego opowiadania najprawdopodobniej już dzisiaj (max. jutro), mam nadzieję,że się cieszycie. Chciałabym podzielić się z wami również nowiną, wymyśliłam tytuł, który jest istotny dla fabuły, być może niektórzy się domyślą, skąd taki pomysł a jeśli nie to w trakcie kolejnych rozdziałów wszystko się wyjaśni- choć nie za szybko ;) Tytuł uzupełniłam już przy pierwszym rozdziale a brzmi on "Ame no kaminari 雨の雷" czyli po prostu deszczowy grzmot. Chciałabym zaznaczyć, ze przy wymyślaniu japońskich nazw (nowych, które nie występująnigdzie w Naruto) korzystam z translatora google, japońskiego nie znam ani trochę, dlatego jeśli popełnię jakiś błąd to z góry przepraszam, jeśli ktoś się na tym zna to prosze o upomnienie. 

Pozdrawiam i do dzisiaj:)

czwartek, 16 stycznia 2014

Info

Witajcie.
Kolejne posty (zapewne 2, rozdizał+opowiadanie) zamieszczę po weekendzie. Tymczasem zapraszam do zapoznania się z poprzednimi i proszę o komentarze, chcę poznać waszą opinie, być może jakieś propozycje co do paringów do kolejnych pojedyńczych opowiadań:) Pozdrawiam.